wtorek, 19 stycznia 2021

 
Nigdy nie
 
 
Niekończących się deklaracji o budowie ekspresówki z Nowego Sącza do Brzeska, która łączyłaby region z autostradą A4 w mają już dość lokalni przedsiębiorcy. Na słabym skomunikowaniu Sądecczyzny z centralną Małopolską tracą przede wszystkim właściciele firm transportowych, zarówno przewoźnicy towarów, jak i firmy świadczące usługi w transporcie publicznym.


Zjazd z autostrady A4 w kierunku Nowego Sącza

Zjazd z autostrady A4 w kierunku Nowego Sącza / sadeczanin.info/jb


Wybudowanie nowej, ekspresowej drogi z Nowego Sącza do Brzeska poprawiłoby wyniki ekonomiczne firm transportowych - mówi Jan Załubski, prezes Zet Transport i wiceprezes Sądeckiej Izby Gospodarczej. - Podstawą naszej działalności jest dostępność do infrastruktury komunikacyjnej. Bez trasy, która zapewni odpowiednie parametry, nie można konkurować na globalnym rynku.

Ja tłumaczy przedsiębiorca, dostępność do rynku komunikacyjnego w powszechnie skomercjalizowanym świecie, jest kluczowa.

Z punktu widzenia transportowej branży, czas przejazdu na danym odcinku jest podstawowym parametrem, który zapewnia jej jakąś tam ekonomikę - podkreśla Załubski. -To niezwykle ważne dla producentów, ponieważ koszt wyprodukowania danego towaru i jego transport przekłada się na jego cenę finalną. To z kolei sprawia, że firma jest mniej konkurencyjna w stosunku do tych, które mają lepszy dostęp do drogowej infrastruktury.

 „Sądeczanka”, zgodnie podkreślają transportowcy, jest kluczową inwestycją dla rozwoju naszego regionu i w najbliższym czasie musi być zrealizowana.

- W przeciwnym razie staniemy się kiedyś zapomnianym zakątkiem świata – mówi szef firmy Zet Transport i ubolewa, że „sądeczanka”, choć wszyscy decydenci mówią o konieczności jej wybudowania, ciągle jest tylko „na papierze”.

- Naprawdę w tym momencie mamy historyczną szansę na realizacje tej inwestycji. Pamiętam dyskusje na temat jej realizacji jeszcze za czasów rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Od tej pory zmieniały się składy rządowych gabinetów, a my cały czas rozmawiamy o konieczności budowy ekspresowej drogi z Nowego Sącza do Brzeska. A tu trzeba podwinąć rękawy do roboty i wziąć się mocno do działania. Nie ważne kto jest z jakiej opcji politycznej. Powinniśmy wspólnie postawić sobie strategiczny cel i ten cel zrealizować.

Sądecczyzna uchodzi za zagłębie firm transportowych, ale brak szybkiego dostępu do autostrady A4 oznacza wymierne straty dla tego rodzaju biznesu. Chodzi o czas pracy kierowcy, wykorzystanie samochodu i jego eksploatację.

Zdaniem szefa transportu firmy Batim Marka Guni najwyższy czas na to, żeby o „sądeczance” przestać mówić i przejść do konkretów.

- Czas na czyny - jak wzywa Sądeczanin. Info. - Trzeba naciskać decydentów. Mam nadzieję, że taka zmasowana akcja naszego największego lokalnego portalu zmusi samorządowców i polityków do bardziej ekspansywnego działania. Nie możemy pozwolić na to, żeby Nowy Sącz pozostawał na komunikacyjnym uboczu. Niby jesteśmy blisko Krakowa, ale podróż do stolicy Małopolski trwa bardzo długo. I nie chodzi tu tylko o ułatwienie dla transportowców, ale w ogóle o rozwój regionu i zatrzymanie na Sądecczyźnie młodych ludzi. Co, którzy są zatrudnieni w Krakowie, Brzesku czy Bochni i teraz tam mieszkają, mogliby szybko do pracy dojeżdżać. Teraz jest to niemożliwe.

Dla lokalnych przewoźników brak „sądeczanki” oznacza opóźnienia, które generują im straty.

-  „Sądeczanka” nie zmieniłaby trasy kursowania autobusów na linii Nowy Sącz – Kraków, ale odciążyłaby drogę krajowa nr 75 od transportu ciężkiego, także od aut osobowych. Zniknęłyby korki, na które narzekają przewoźnicy i pasażerowie - podkreśla Kamil Wojtarowicz, prezes zarządu Voyager Transport.

To, jak tłumaczy przewoźnik, rzutuje na komfort wykonywania pracy kierowców Voyagera, którzy zamiast mieć przerwę na wypoczynek, po prostu stoją w korkach na przykład w Brzesku na rondzie czy w Uszewie, albo przy wjeździe do Nowego Sącza. W godzinach południowych stoi cała Tarnowska. Kierowca zamiast wracać po pracy do domu, musi odczekać swoje. To wszystko daje wymierne straty finansowe dla firmy. Zniecierpliwieni pasażerowie wsiadają do aut osobowych, bo nie chcą jeździć spóźnionymi autobusami my tracimy klientów.  

 - Sądeczanie chcą „sądeczanki”? Mogę się podpisać pod waszą akcją kołami wszystkich naszych autobusów, którymi codziennie wozimy studentów do Krakowa i z powrotem.

Marek Poremba jest właścicielem dwóch firm. Jedna, Folpak, zajmuje się dystrybucją maszyn pakujących dla przemysłu spożywczego druga, to Transport i Spedycja. Dla prowadzonego przez Porembę biznesu szybki dojazd do autostrady A4 ma znaczenie strategiczne.

Jak podkreśla sądecki przedsiębiorca, brak ekspresowej drogi z Nowego do Brzeska oznacza duże utrudnienie dla jego kontrahentów. Drogi - tłumaczy Poręba - to krwiobieg dla przedsiębiorczości. Jeśli jest niedrożny, niesie to ze sobą negatywne skutki.  

- Nierzadko bywały takie sytuacje, kiedy w sprawach biznesowych musiałem umówić się w Krakowie. Jak wiadomo, dojazd do Brzeska jest fatalny. Kilka razy zdarzyło mi się, że nie dotarłem na czas. Przekładane spotkanie nie zawsze dochodziło do skutku i w konsekwencji nie dochodziło do sfinalizowania biznesu - mówi przedsiębiorca.  

Dlatego Poremba akcję portalu Sądeczanin.Info popiera i mówi, że odpowiedzialnych za inwestycję decydentów trzeba cały czas dociskać.

Autor: Agnieszka Michalik

Źródło: http://sadeczanin.info/wiadomo%C5%9Bci/lokalni-transportowcy-maj%C4%85-do%C5%9B%C4%87-brak-%E2%80%9Es%C4%85deczanki%E2%80%9D-rujnuje-im-biznes